Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


KSz Stilon      Agencja 64      Gorzów Wlkp.    GG 8708966 Kuba    Email
          Menu główne
Sezony
        O szachach
                  Linki

          




Countomat - licznik oraz statystyki webowe (Statystyki i Analiza danych, Wykresy, Licznik, Dane statystyczne)



O automatach szachowych

Najdroższe szachy Europy

Typy i typki przy szachownicy

Tabletki nasenne

Największy turniej

Jedyne w ZSRR Muzeum Szachów

Podwójny Król

Nie ma młodych i starych

Kilka takich sobie wspomnień

Najstarsze szachy świata

Mecz z oryginalnym debiutami

Ciekawy seans

Długa seria zwycięstw

Najdłuższa seria ruchów Hetmane

Nerwy

Jak wygrywa się partię szachową

Grajmy śmielej

Ciekawostki z Curacao

Z doświadczeń szachisty korespondencyjnego

Daleko obliczona ofiara?

Dlaczego nie przyjechał Tal?

Lampka wina

Aliechin i konduktor

Poprawnie czy nie poprawnie?

Szachy na odległość

Pierwszy turniej szachowy

Tal może wszystko!

Gra na ślepo!

Złote słowa…

Nagrody za piękność

 

Zabawna historia

Szachiści - muzycy

Jak dzielą się szachiści

Philidor w roli nauczyciela

Coś dla problemistów

Pan mnie nie zna!

„Rekordzista”

Różnorodne nagrody

Demonstrator uratował arcymistrza

A kiedy ja?

Arcymistrzowie o szachach

Obalona teoria

Groźny przeciwnik

Swoista przewaga

Dwie złośliwości

Jeszcze o etyce

Fujarka

Moralista

Oryginalna nagroda

Gdzie logika?

„Pamięć zawodowa” mistrzów...

Pamięć zawodowa

Towarzyski mecz

„Nie ten Anderssen!“ czyli szczyt skromności

Trzy klasy

Najlepsi wśród...

Gligoric – arcymistrzem Luksemburga?!

Pewien wywiad z Alechinem...

Walka o... remis!

Złośliwy szept „kibica”...

 

Znakomite zadanie!

Beznadziejna pozycja

Nadzwyczajny gracz!...

Rywalizacja przyjaciół

Sędziowska gafa...

Pewność siebie uzasadniona!

Nieprzyjemna niespodzianka

Sen Alechina...

Przestroga dla miłośników remisów...

Temperament Janowskiego

„Honorowy” ruch...

Mata warto widzieć!...

Kibic też czasem potrafi...

Druga wersja „historycznej anegdotki”...

Szkocki „prezent”...

„Wariant książkowy” czyli...L’etat c’est moi!

Szachista i bankier

Lasker ofiarą podstępu

Nowy wariant

Dwie wypowiedzi

Za krótkie ręce...

Bez hetmana łatwiej się gra

Hetman w trzeciej potędze

Kto pierwszy, ten lepszy...

Kura Botwinnika

 




O automatach szachowych

Sukcesy widowiskowe automatu austriaka Wolfganga von Kempelena, który skonstruował „Turka”, skłoniły i innych mechaników do skonstruowania podobnych automatów.

"Turek” von Kempelena zaprezentował się po raz pierwszy na dworze cesarzowej Marii Teresy w Wiedniu 1769 roku. Automat von Kempelena wyobrażał normalnej wielkości figurę człowieka, ubranego w narodowe szaty tureckie, siedzącego przy biurku, na którym była ustawiona szachownica. „Turek” trzymał jedą rękę na szachownicy, drugą zaś wykonywał posunięcia. W czasie gdy przeciwnik „Turka” zastanawiał się nad swym posunięciem – on sam unosił do ust piekną wschodnią fajkę, co rzecz jasna, dodawało mu dodatkowo „czarodziejskiego”splendoru. Chociaż von Kempelen przed rozpoczęciem każdego występu automatu, pokazywał jego wnętrze, dowodząc w ten sposób, że nie ma tam nikogo, tym niemniej automat poruszany był przez umieszczonego pod biurkiem szachistę. Był nim przeważnie jeden z graczy o klasie mistrzowskiej, którego von Kempelen na czas swych występów „wynajmował”. Wiadomo, że w czasie występów „Turka” w 1809 r. pod automatem ukryty był wyśmienity szachista Allgaier.

Największą sławą w drugiej połowie ubiegłego wieku, cieszyły się 2 automaty wykonane w Anglii, noszące  dość oryginalne nazwy: „Ajeeb” i „Mephisto”. Oba zostały wykonane około roku 1870. „Ajeeb” skonstruowany przez Anglika Arthura Howarda, przedstawiał również Turka, siedzącego na skrzyni i trzymającego w ręku szachownicę.Automat ten – podobnie jak automat von Kempelena - oparty był na zasadzie przekazywania posunięć, siedzącemu wewnątrz automatu mistrzowi szachowemu, poprzez opadanie kulek magnetycznych, przytwierdzonych do figur, poruszanych przez widza, grającego z automatem.

W przeciwieństwie do von Kempelena, Hopper nie pokazywał całego wnętrza automatu dla udowodnienia, że nie ma w nim nikogo, lecz jedynie brzuch „Turka”, w którym widoczne były różnej wielkości kółka mechanizmu. Dla zmylenia widzów, automat „uruchamiany” był przy pomocy specjalnej korby, nakręcanej przez Hoppera, przed rozpoczęciem gry, co rzecz jasna nie miało żadnego znaczenia.

Pierwsze przedstawienie automatu „Ajeeb” miało miejsce w 1875 r. w pałacu kryształowym w Sydenham (Anglia). Następnie Hopper wyjechał z „Ajeebem” do Niemiec, gdzie zorganizował jego „występy” w 1876 r. i w 1877 r. we Frankfurcie nad Menem i we Wrocławiu. W 1878 r. „Ajeeb” produkował się w Nowym Jorku, gdzie wreszcie został umieszczony w Eden-Museum, tam też  przetrwał do roku 1916.

„Ajeeb” przewyższał znacznie automat von Kempelena, pod względem klasy gry, dzięki zaangażowaniu mistrzów szachowych, którzy ukryci, rozgrywali za automat partie szachowe z widzami-amatorami. M.in. we wnętrzu „Ajeeba” grali tacy mistrzowie jak: Schaefer, Pillsbury, Burille i bracia Hill.

„Mephisto” skonstruowany został przez M. Gumpela, który występował  z nim w latach 1878-1882. W jego wnętrzu ukryty był m.in. znakomity szachista tego okresu Gunsberg.

Wszystkie trzy automaty (von Kempelena, „Ajeeb” i „Mephisto”) oparte były więc w zasadzie na tricku, dzięki któremu samą grę prowadzili ukryci w ich wnętrzach mistrzowie szachowi.

Pierwszej próby skonstruowania prawdziwego automatu szachowego, podjął się na początku naszego stulecia, lekarz berliński dr Lutze, którego koncepcja polegała na przesuwaniu figur szachowych na szachownicy, przy pomocy elektryczności, przez znajdującego w innym pomieszczeniu mistrza szachowego. Plany dr Lutze pokrzyżowała jednak I wojna światowa.

W czasie 14 Olimpiady Szachowej w Lipsku, zorganizowana została również międzynarodowa wystawa pn. „Szachy na przestrzeni dziejów”. Na wystawę tę jako jeden z eksponatów, przysłano z Hiszpanii stary, pochodzący z okresu międzywojennego automat szachowy. Automat ten obliczony był na zamatowanie „gołego” króla, przez króla i wieżę. Dodatkowym „urokiem” automatu, było zapowiadanie przez niego dość ochrypłym głosem „szacha” i „mata”, a także zwracanie przeciwnikowi uwagi, na nieprawidłowe posunięcia. Próba sił, podejmowana przez licznych kibiców oraz uczestników Olimpiady, kończyła się niezmiennie triumfem automatu. Nawet mistrz świata Tal, musiał zaznać goryczy „porażki” z automatem.

Powrót do góry

Najdroższe szachy Europy

Widziałem – zrobione współcześnie – najdroższe szachy Europy! Być może także najdroższe na świecie.

Zrobiono je dla uświetnienia obchodzonej właśnie 900-letniej rocznicy zbudowania zamku Tower w Londynie. W średniowieczu była to rezydencja królów Anglii, a później znane w historii tego kraju „miejsce odosobnienia” przeciwników politycznych. Obecnie jest to wspaniały zespół muzealny, odwiedzany corocznie przez tysiące turystów.

Szachów wyprodukowano zaledwie 500 egzemplarzy (kompletów figur wraz z szachownicą), bo wykonali je ręczną pracą najbardziej cenieni artyści, specjalizujący się w odtwarzaniu zabytków historycznych. Wszystkie figury są wiernymi kopiami, żyjących w minionych 900 latach niektórych władców, komendantów lub więźniów twierdzy Tower. Każdy z nich jest tu pokazany w swej autentycznej postaci, jaką (prawdopodobnie) posiadał, ubiór jego, broń, ozdoby, itd.. wykonano z wielką dokładnością w oparciu o szczegółowe badania. Odtworzono takie drobiazgi jak ogniwa, noszonego na szyi ozdobnego łańcucha, pióra przy kapeluszu, kolor rękawiczek i inne. Nawet – kolor włosów oraz makijaż twarzy są autentyczne, to znaczy jak za życia osoby! Wszystko bowiem zostało sprawdzone przez specjalistów-historyków danego okresu.

Poszczególne figury mają około 9 cm wysokości, pionki zaś 5,5 cm. Sporządzone zostały ze stopu cyny z ołowiem, przez artystę rzeźbiarza Chasa Staddena z Londynu.

A teraz słów kilka o samych postaciach, które rozgrywać mają te historyczno-jubileuszowe partie szachów. Białe figury to królowie, biskupi lub rycerze, którzy rozbudowali lub uświetnili zamek Tower. Czarne, to „czarne charaktery”, ci, którzy negatywnie zapisali się w historii Anglii, a szczególnie w twierdzy Tower, względnie byli w niej za swe winy uwięzieni lub straceni. Wymienimy tu tylko kilku, komplet szachów bowiem, liczy jak wiadomo 32 figury. Nie sposób więc ich wszystkich opisać.

Biały król – Wilhelm Zdobywca (1027-1087), założyciel dynastii normańskiej, król Anglii od 1066 roku, po zwycięstwie pod Hastings. Zbudował pierwszą, najstarszą część tzw. White Tower („Białą Wieżę”) – do dziś jeszcze wznoszącą się w samym centrum zespołu zamkowego.

Biała królowa – Elżbieta I (1533-1603), królowa od 1558 roku. Za jej rządów Anglia weszła w okres swej największej potęgi, zarówno morskiej, jak i ekonomicznej.

Czarny król – ksiąźę Monmouth (1649-1685), nieślubny syn Karola II. Zbuntował się  przeciwko decyzji o dziedziczeniu władzy, przez brata króla – Jakuba II. Zginął w Tower w 1685 roku.

Czarna królowa – Anna Boleyn (1507-1536), druga żona Henryka VIII, matka królowej Elżbiety I. Ścięta w Tower w wyniku podejrzenia o wiarołomstwo.

Biała Wieża – to miniaturka „białej Tower” – najstarszej części zamku.

Czarna Wieża – to „krwawa Wieża” (bloody Tower), zbudowana przez Henryka III. Pochodzenie nazwy nie jest znane, od najdawniejszych jednak czasów wieża ta otoczona była złą sławą.

Inne figury; Gońce, skoczki itd., to również historyczne postacie: biskupów – Gundulfa, Becketta, Crammera, rycerzy: Waltera Releigha, Johna Hollanda i innych.

Białe pionki – wszystkie w kostiumach łuczników z czasów Henryka VIII.

Czarne pionki – to halabardnicy z okresu Henryka III.

Jednakże - mimo tak daleko posuniętej dbałosci o wierność historyczną odnośnie wyglądu, uzbrojenia itd. poszczególnych postaci – ich „rozmieszczenie w czasie” wykazuje zupełną dowolność , a nawet śmieszną  przypadkowość. Chodzi bowiem o to, że np. Elżbieta I, żona „białego króla Wilhelma Zdobywcy, jest od niego młodsza o 500 lat! Jej przeciwniczka „czarna królowa” Anna Boleyn, była w rzeczywistości jej matką. Jej zaś mąż, czarny król Monmouth, jest z kolei o sto lat młodszy! I tak dalej...Mimo to szachy te są naprawdę wspaniałą pamiątką z historii Anglii, a szczególnie z dziejów twierdzy Tower.

Piękny jest też stolik do gry. Wykonano go również według starych wzorów z dębowego, ślicznie rzeźbionego drewna.Szachownica zrobiona jest z ręcznie pozłacanej skóry! Nic więc dziwnego, że szachy te kosztują...900 funtów! (Około 1.800 dolarów USA)

Kto może sobie taki sprzęt kupić? Znajomi Anglicy twierdzą, że to „artykuł eksportowy” dla bogatych Amerykanów. Ale jeżeli tak, to po co włożono w ich wyprodukowanie i zapewnienie im ścisłej wierności historycznej, tak ogromny wkład pracy?

Niemniej oglądać te szachy, to naprawdę duża przyjemność! A jeszcze większą zagrać partyjkę. Niestety, to drugie nie było możliwe.

Powrót do góry

Typy i typki przy szachownicy

Mam tu przede wszystkim na myśli szachistów, jako masę. Tych wszystkich, którzy ponad wszystko lubią spędzić jesienny wieczór, czy też niedzielne przedpołudnie przy partyjce szachów, z podobnym do siebie entuzjastą „królewskiej gry”.

A imię ich – milion...

Spotkać ich można nie tylko w lokalach klubowych, swietlicach i na imprezach szachowych. Rzucają się w oczy w parkach, na różnych skwerach, w pociągach, poczekalniach kolejowych, w domach wczasowych itd. Te niezliczone rzesze entuzjastów gry w szachy, można sklasyfikować w najprzeróżniejszy sposób. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że nie jest to zadanie łatwe.

Typów w wielotysięcznej rzeszy szachistów jest olbrzymie bogactwo. Ktokolwiek przypatrywał się kiedyś przez choćby kilka minut, nie tylko samej szachownicy, ale ludziom przy niej siedzącym, ten znajdzie na pewno w podanej poniżej bogatej kolekcji typów , również bliskich swych, znajomych szachistów.

Jednym z najczęsciej spotykanych typów jest szachista „muzyk”. Niemalże w ciągu całej partii nuci sobie pod nosem jakąś melodię, lub cichutko gwiżdże. Wyjątkowo złośliwym typem w tej grupie jest szachista nucący, względnie gwiżdżący jedną i   samą melodię. Jeśli koncert taki trwa bez przerwy 2-3 godziny – może znudzić. Do rzadkich wyjątków należy tutaj osobnik, który nuci i gwiżdże na przemian jedną i tę samą melodię fałszywie. Spróbujcie z takim wygrać.

Byłem kiedyś świadkiem, gdy znany ze swego opanowania, weteran polskich mistrzów Kazimierz Makarczyk natknął się na takiego właśnie przeciwnika. Po dwóch godzinach „koncertu” Makarczyk nie wytrzymał nerwowo i zwrócił się do swego przeciwnika z uprzejmą prośbą: „Skoro już Pan musi gwizdać – to bardzo proszę o repetuar urozmaicony i bez fałszowania!”

Niemniej groźnym typem, a przy tym znacznie częściej spotykanym jest szachista „cyrkowiec” . Nie umie on spokojnie wysiedzieć na krześle. Przyjmuje coraz to nowe pozycje i figury. Niemal co minuta zmienia pozycję, wstaje, siada, podwija sobie jedną nogę, następnie drugą, wreszcie klęka na krześle, podpiera głowę, przesuwając ją coraz bardziej nad szachownicę, uzyskując w ten sposób – wyrażając się fachowo – przewagę przestrzeni nad przeciwnikiem.

Brak wewnętrznej dyscypliny podczas procesu myślenia, może zresztą objawiać się i w inny sposób. Tego rodzaju typ szachisty nie potrafi spokojnie utrzymać w stanie bezruchu swych rąk i nóg. W pierszym wypadku trzęsie niemal bez przerwy nogami, wprawiając w drżenie cały stolik z szachownicą i figurami. Widziałem już nieomal fantastyczne ruchy nóg o najprzeróżniejszej szybkości.I są jeszcze tacy, którzy twierdzą, że pojęcie kondycji fizycznej nie ma z szachami nic wspólnego. Niech spróbują przez 5 godzin trząść nogami w pozycji siedzącej, nie mówiąc już o wysiłku umysłowym.

Groźniejsza jednak jest grupa druga. Bo proszę sobie wyobrazić kogoś, bębniącego bez przerwy palcami po stole. Dobrze jeszcze, gdy czyni to „poduszeczkami” palców. Ale co zrobić, gdy facet ma w tym celu specjalnie zapuszczone w artystyczny sposób paznokcie.Wystukuje wówczas najprzeróżniejsze, śpiewane w myśli melodie, poczynając od samby, kończąc na kankanie.

Pewien angielski szachista, należący właśnie do tego rodzaju typów, przychodził do klubu zawsze z watą w uszach. Gdy pewnego dnia zapytano go w dobrej wierze, dlaczego tak długo cierpi na uszy, odpowiedział bez żenady, że kiedy gra w szachy lubi wystukiwać sobie na stole „Rondo capricioso” Mendelssona, ale stuk własnych paznokci przeszkadza mu w myśleniu, wpadł więc na pomysł zatkania sobie uszu watą.

A teraz kilka grup mniej niebezpiecznych.

Oto szachista bez przerwy wzruszający ramionami. Gdy tylko jego przeciwnik wykona posunięcie – rozpoczyna taniec ramion, który oznacza mniej więcej:

-          Nic nie rozumiem! Najprawdopodobniej sam nie rozumiesz swych posunięć. Mogę więc przejść do realizacji własnych planów.

Nie wiadomo tylko dlaczego wzrusza ramionami, gdy tylko zaczyna zastanawiać się nad swoim następnym posunięciem.

A oto inny typ. W czasie, gdy jego przeciwnik zastanawia się nad ruchem – czyści swe okulary. Chucha na nie, ogląda pod światło, przeciera szmatką, znów chucha i tak ciągle od początku, dopóki jego przeciwnik nie wykona posunięcia.Wówczas szybkim ruchem zakłada szkła, chowa chusteczkę do kieszeni i popada w zadumę.

Do grup, które zakwalifikowałbym jako pośrednie, należą szachiści „przestraszeni” i „grające rączki”.

„Przestraszony’ – to taki, który po każdym posunięciu z reguły rozpoczyna serię okrzyków w rodzaju: „Och!”, Ach!”, „Ojej” itp. Okrzyki te wydaje tak długo, aż przekona się, że jeszcze nie dostaje mata. Wtedy przestaje wykrzykiwać, robi szybko ruch – z reguły zły – i gdy tylko zastanawia się nad swym posunięciem – rozpoczyna swe biadolenie od początku.

Natomiast „grająca rączka” – to typ szachisty, który przez cały czas zastanawiania się nad swym posunięciem, ma wyciągniętą rękę nad szachownicą. Ręka jego bez przerwy krąży nad wszystkimi figurami, jednakże powzięcie decyzji nie przychodzi mu łatwo. Zdarza się też, że tego rodzaju szachista rękę swą cofa, to znów wysuwa do przodu.

Znakomity szachista niemiecki starszego pokolenia dr Siegbert Tarrasch, w swoim czasie zalecał w tych wypadkach... podkładanie sobie rąk pod siedzenie.

Myliłby się ten, kto by sądził, że nakreślone powyżej objawy są wynikiem zamierzonej złośliwości, bądź też obliczone są na utrudnianie gry przeciwnikowi. Nic podobnego! Sa to raczej prawidłowe odruchy, występujące w stanie silnego podniecenia nerwowego w ferworze walki. Nie miejmy więc o nie pretensji!

Na zakończenie – kilka słów do moich kolegów i przyjaciół – szachistów.

Nie bierzcie mi za złe, gdy ktokolwiek z Was znajdzie w niniejszym felietonie jakiś typ zblizony do siebie. Oświadczam uroczyście, ze nie Wy jesteście „prototypami” nakreślonych tu sylwetek. Wszak opisane tu typy „liczą się na pęczki”.

Prawda! Powiedzcie więc sobie twardo: „To nie mnie ma tu na myśli!”

Powrót do góry

Tabletki nasenne

Niecodzienny sposób przerwania partii szachów wymyśliła żona Walerego Stroczyńskiego z Siemianowic. Pan Walery, 65-letni emeryt, rozpoczął partię szachów w sobotę wieczór. Partnerem był jego brat Alojzy. Grali przez całą niedzielę i jeszcze przez całą noc na poniedziałek. Tego już było gospodyni domu za dużo. Gdy podała zapaleńcom którąś tam kawę, wmieszała każdemu do szklanki po 3 tabletki środka nasennego. Obaj szachiści zaraz potem zasnęli. Brata Walerego musiał jednak obudzić lekarz. Pan Alojzy spał bowiem przez cały poniedziałek, wtorek i środę. Dopiero w środę wieczór lekarz wprawdzie obudził śpiącego, zarządził jednak jego natychmiastowe przewiezienie do szpitala.

Express Wieczorny 30.04.1965

Powrót do góry

Największy turniej

Największy chyba turniej na świecie odył się w mieście Cardenas na Kubie. Na 1209 szachownicach grało 60.000 szachistów. Najmłodszym uczestnikiem tego turnieju był 10-letni Willi Circia, który na 17 rozegranych partii, wygrał 16!

Express Wieczorny 12.08.1965

Powrót do góry

Jedyne w ZSRR Muzeum Szachów

W Leningradzie znajduje się jedno z nielicznych w Europie, prywatne Muzeum Szachów. Jego twórcą i właścicielem jest Borys Dombrowski. Przez kilkadziesiąt lat zebrał on ponad 2.500 tomów traktujących o szachach. Jest także posiadaczem ponad 500 czasopism wydanych w Rosji i za granicą. Niektóre z nich pochodzą z połowy XVIII wieku.

Liczne komplety szachów stojących za szkłami witryn pochodzą z Europy, Azji, a nawet z Ameryki. Znajdują się tutaj okazy wykonane ze srebra, złota, brązu, kości słoniowej, a nawet miąższu chlebowego. Szczególną opieką właściciel otacza szachy, które były własnością Włodzimierza Lenina. Podarował je Leninowi jego stryjeczny brat prof. N. Wieretennikow.

Na półkach i ścianach wisi kilkadziesiąt szachownic sporządzonych z metali szlachetnych, kości słoniowej oraz cennych gatunków drzewa. Niemało także znajduje się rzadkich drzeworytów i obrazów traktujących o tematyce szachów.

Dombrowski jest także posiadaczem afiszów z całego świata, oraz portretów i autografów takich sław, jak: Capablanci, Aliechina, Botwinnika, Smysłowa i Tala.

Pierwszy eksponat Borys Dombrowski zdobył w 1925 roku. Od tej pory, co parę miesięcy przybywał jakiś rzadki okaz. Właściciel Muzeum mówi, że za niektórymi eksponatami „uganiał się” przez całe lata. Te cenne zbiory przeznaczył on dla Państwowego Muzeum historii szachów, które niedługo otworzy swe podwoje w Leningradzie.

Express Wieczorny 30.06.1962

Powrót do góry

Podwójny Król

W kilku ozdobnych kompletach szachowych, a także w „żywych szachach” w postaci króla, często przedstawiano Jana III Sobieskiego. Tak było w dwóch kompletach zaprojektowanych przez złotnika Nowakowskiego w 1977 i 1988 roku, a wcześniej w komplecie Skirmunttowej, nawiązującym tematycznie do odsieczy wiedeńskiej. W widowisku „żywych szachów” wystawionym na dziedzińcu wawelskim w 1927 roku, Jan III Sobieski też był główną figurą.

Często opisywali króla literaci i przedstawiali rysownicy. Na przykład Teofil Lenartowicz napisał wiersz o grze Jana na dworze króla francuskiego z Marią Kazimierą d`Arqusen, późniejszą żoną i królową polską „Marysieńką”. Rysowali króla Sypniewski i Uniechowski w „Pamiętnikach z czasów Jana III Sobieskiego”, Sarneckiego, jest wiele wzmianek o zainteresowaniach Króla szachami, chociażby opis ozdobnej szachownicy Króla, bogato inkrustowanej.

Powrót do góry

Nie ma młodych i starych

Zgodnie z dość powszechnym mniemaniem, najpiękniejszym wiekiem męskim, są lata 30-ste, mniejwięcej 32-36 rok życia. Istnieje wprawdzie powiedzonko „wiek męski – wiek klęski”, niemniej pozostaje faktem, że właśnie w tym okresie bardzo znaczna część przedstawicieli płci brzydkiej, istotnie osiąga optimum swych możliwości. Jest już przecież dostatecznie dojrzała, a daleko jej jeszcze do starości. Pogląd ten, podzielany przez wielu wybitnych naukowców  i poparty licznymi dowodami – daje się dopasować i do szachistów, chociaż...ilość „wyjątków potwierdzających regułę” jest bardzo duża, znacznie „większa” niż niezbędny jeden.

Na przykład problem „cudownych dzieci”. Czy wszystkie były istotnie „cudowne” – to inne zagadnienie, wiele „cudownych dzieci” nie zrobiło kariery, pamięć o nich szybko zaginęła, niemniej pozostaje faktem, że nauczywszy się grać w szachy w wieku 4-6 lat, i paru 10-12 latków, zapisało się na trwałe w historii szachów.

Legendarny Morphy, jako 12 letni chłopiec potrafił wygrać partię z silnym mistrzem Lowenthalem.

Capablanca w tym samym wieku został mistrzem Kuby. Rzeszewski Samuel (potem słynny Reshevsky) w wieku 9-10 lat dawał seanse gry jednoczesnej w licznych europejskich stolicach. Potem jednak – na szczęście! – przestano go tak eksploatować, i na szerszej arenie pojawił się dopiero w wieku 20 lat.

Sporo mówi się ostatnio o młodziutkim Nigelu Shorcie, mającym obecnie 13 lat – i kilka już pięknych osiągnięć. Fischer Robert został najmłodszym w historii szachów arcymistrzem w 15 roku życia. Jedną ze swych partii (z Byrnem D.) wygrał mając 13 lat. W niewiele starszym wieku, odnosili swe pierwsze wielkie sukcesy Spasski, Mecking, Hort... Listę tę można by oczywiście jeszcze wydłużyć.

Bardzo długa byłaby również lista wspaniałych turniejowych sukcesów odniesionych przez szachistów młodych, najwyżej 20-paroletnich. Przypomnijmy jedynie nazwiska Karpowa, Fischera, Spasskiego, Botwinnika, Tala, Korcznoja, Smysłowa, Bronsteina. A z dawniejszych lat Keresa, Fine`a, Reshevsky`go, Flohra, Capablancę, Rubinsteina, Pillsbury`ego i Laskera...

Z durgiej strony jednak warto pamiętać że np. Teichmann, Spielmann, Tartakower, Nimzowitsch czy Lewenfisch, osiągnęli szczyty swych możliwości – solidnie przekroczywszy 40-tkę. Furman i Ciocaltea zostali arcymistrzami – u progu 50-tki. Makarczyk mistrzem Polski – w wieku 47 lat.

A rekordy „długowieczności”? Bezsprzecznie rekordzistą, jeśli chodzi o wiek i długotrwałość kariery, był arcymistrz Mieses, który swój ostatni turniej międzynarodowy, rozegrał mając lat 83! Realnie zagrażać mu może tylko Lundin, który mając 75 lat, jeszcze nie schodzi z areny. Blackburne ostatni raz wystąpił na turnieju w 73 roku życia. Bernstein dokładnie w tym samym wieku, wygrał swą „partię życia” – z Najdorfem na poważnym międzynarodowym turnieju. Lasker, powróciwszy po wieloletniej przerwie na wielką arenę w wieku 66 lat, zdobył III nagrodę na wielkim turnieju w Moskwie w 1935 r., a rok później brał udział w jednym z największych turniejów wszystkich czasów w Nottingham 1936 r.

I tę listę wielkich fenomenów długowieczności można by nieco wydłużyć, chociażby nazwiskami Reshevsky`ego i Najdorfa, którzy dobiegając 70-tki, walczą jeszcze w poważnych turniejach.

Wygrywali turnieje mistrzowie bardzo starzy, bardzo młodzi i średniego – najlepszego pokolenia. Steinitz został pierwszym oficjalnym mistrzem świata w wieku 51 lat! W dodatku – bijąc znacznie młodszego Zuckertorta. Broniąc z powodzeniem zdobytego tytułu w meczach z młodszymi rywalami, utracił go dopiero na rzecz Laskera, od którego starszy był przeszło dwukrotnie. Lasker po 27 latach królowania, przegrał z Capablancą, młodszym o 20 lat Kubańczykiem, dodajmy na Kubie, gdzie zmęczył go upał, ale potrafił go potem wyprzedzić w 3-ch wielkich turniejach. Aliechin potrafił w meczu rewanżowym, odebrać tytuł mistrza świata znacznie młodszemu Euwemu, tej samej sztuki dokonał za drugim razem w wieku 50 lat Botwinnik, w meczu ze Smysłowem i przeszło dwukrotnie wówczas młodszym od siebie Talem.

Wniosek może być tylko jeden: unikajmy uogólnień. 14-letni Fischer irytował się, kiedy go traktowano jak dziecko i nazywano „Bobbym”. Wielu arcymistrzów starszego dziś pokolenia, bardzo nie lubi, gdy nazywać ich „zasłuzonymi weteranami”. Po 50-tce, a nawet po 60-tce, można jeszcze czasem grywać równie silnie, jak w „kwiecie wieku”, doświadczenie i rutyna mogą okazać się niebezpieczną bronią, jak młodzieńczy temperament, odwaga, polot. Słowa 56- letniego dziś Smysłowa: „Nie ma szachistów młodych i starych, są dobrze i żle grający”! – powinny właściwie służyć za motto do niniejszych przydługich rozważań.

Powrót do góry

Kilka takich sobie wspomnień

W dawnych dla wielu naszych młodych szachistów „przedhistorycznych czasach”, mniejwięcej 25-30 lat temu, w pierwszy okresie istnienia miesięcznika „Szachy”, redakcja nasza otrymała pocztą pewną partię, ciekawą i nieźle skomentowaną, króra postanowiła zamieścić ze względu na jej wartość, mimo że nazwiska zarówno partnerów, jak komentatora niewiele mówiły. Wzmożoną „czujność” redakcji wzbudził jednak fakt, że w komentarzu powołano się na pewną partię, wygraną przez niejakiego „Dżedda”. Zarówno Wróblowi, jak Czarneckiemu i mnie, ten „Dżedd” wydał się mocno podejrzany, nikt z nas nigdy nie słyszał o takim mistrzu. Znany dziś arcymistrz Dżindżichaszwili miał wówczas najwyżej kilka lat. Nieżmietdinow miał „ż” w srodku, żaden znany mistrz nie zaczynał się na „Dż”, czy „Dz”. Mimo iż źródeł poważniejszych bibliotek, było wtedy w Polsce bardzo mało – udało się nam jednak w końcu rozszyfrować „Dżedda”! Przy jego nazwisku, komentator podał datę, rok rozegrania partii, udało nam się dociec, że opierał się on na pewnym popularnym u nas wówczas radzieckim podręczniku debiutowym. Pewnym utrudnieniem była okoliczność, że podręczniki rosyjskie podawały w tamtych latach rok i miejsce rozegrania partii tylko wówczas, gdy grali ją zawodnicy radzieccy albo gdy rozgrywano ją na terenie ZSRR, w przeciwnym razie ograniczano się jedynie do podania roku, a czasem i o tym zapominano. „Dżedd” okazał się po prostu amerykańskim mistrzem polskiego pochodzenia Juddem, który tak właśnie się pisze, a „Dżedd” czyta, nawiasem mówiąc, dość znanym i odnoszącym wcale piękne sukcesy na przełomie XIX i XX wieku.

Jeszcze przed wojną, jako bardzo młodzi wówczas ludzie, studiowaliśmy z późniejszym znanym mistrzem A. Pytlakowskim jakiś holenderski podręcznik teoretyczny, który przypadkowo wpadł nam w ręce. Nie znaliśmy oczywiście holenderskiego i nadzwyczaj zainteresował nas niejaki „Aldus”. Musiał to być znakomity szachista, bez przerwy znajdowaliśmy jego nazwisko w towarzystwie największych mistrzów. Czytaliśmy ciągle zwroty: „Aldus Lasker”, „Aldus Capablanca”, „Aldus Aliechin”, „Aldus” prawie zawsze „miał rację”, był autorem najsilniejszych posunięć, okazał się nadzwyczaj długowieczny, ale nigdy jakoś z tym nazwiskiem nie spotykaliśmy się. Tajemnica wyjaśniła się szybko: „Aldus” to po prostu po holendersku „według”. „Aldus” nie wygrywał zatem partii z Laskerem czy Aliechinem, ale wspomniane „silne ruchy” były autorstwa Laskera i Aliechina.

Jeśli w czeskiej książce czytamy, że jakiś turniej odbył się „ve Vidnu”, czy „v Norimberku” – wszystko jest w porządku, wiemy, że chodzi o Wiedeń i Norymbergę. Warto jednak pamiętać, że w języku węgierskim Wiedeń nazywa się Becs, a jeśłi w jakiejś książce judosłowiańskiej, napisanej w języku słoweńskim, przeczytamy, że partię grano „na Dunaju” – nie będzie to znaczyć, że grano ją płynąc łódką, kajakiem, czy statkiem po tej pięknej rzece, ale, że grano ją w Wiedniu.

Tego rodzaju pułapek, w które wpaść doprawdy nietrudno – jest oczywiście znacznie więcej. Pamiętam, że w parę lat po wojnie w jednym z naszych pism o dużym nakładzie, pojawił się duży artykuł pod cztero szpaltowym tytułem: „Festiwal filmowy w Benatkach”. Napisany był żywo i ciekawie, przeszdł jednak do historii naszej prasy z innego powodu: autor opierał się na źródłach czeskich i zapomniał o drobiazgu – Wenecja to właśnie po czesku: „Benatky”, nieszczęsne Benatky!

Popularny tygodnik szachowy „64” wpadł niedawno w drugą klasyczną czeską „pułapkę”: powołał się na jakąś partię graną w Kodań, cała rzecz w tym, że Czesi tak właśnie nazywają Kopenhagę, i o nią to właśnie chodziło.

Wyniuchanie źródła takich i tym podobnych błędów, nie jest sprawą trudną. Mimo wielkich starań, nie udało mi się jednak niestety dociec przyczyny innego, zabawnego i – co gorsza – takiego, który przeniknął już do innych publikacji. Jak wiadomo „Lengyelorszag” to po węgiersku Polska, Lengyel to Polak. I oto w bardzo znanej książce arcymistrza Kotowa „Szachmatnoje naslednije AA Aliechina” czytamy, że Aliechin grał w 1941 i 1942 roku w dwu turnieju w „Lengielu” (!)

Jestem przekonany, że po przeczytaniu tego wszystkiego, znaczna część Czytelników wzruszy ramionami i stwierdzi, że stary ględzi, nie ma już nic do powiedzenia, i zebrało mu się na wspominki. Na szczęscie jednak szachy nie dla wszystkich ograniczają się do polowania na sukcesiki, punkciki, „nowości” i „pseudonowości”.

Powrót do góry

Najstarsze szachy świata

Prawdopodobnie najstarsze szachy świata znaleźli archeolodzy w Uzbekistanie. Pochodzą one z II wieku naszej ery i są wykonane z kości słoniowej. Znany angielski orientalista Murray w swojej książce :Historia szachów”, okresla natomiast okres powstania tej królewskiej gry na V wiek.

Archeolodzy radzieccy znaleźli figury szachowe w dolinie Surchandarja, w południowym Uzbekistanie. Dwie z nich przedstawiają mniatury słonia i zebu. Przypuszcza się, ze były to szachowa królowa i wieża. Szachy odkopano w 2 metrowym pokładzie gliny, pod budynkiem mieszkalnym w starej osadzie. Było to dawniej miasto, leżące na terenie starożytnego państwa, które na przełomie ery starożytnej i nowożytnej, rozciągało się na obszarach dzisiejszych północno-zachodnich Indii, Pakistanu, Afganistanu, południowego Uzbekistanu i Tadżykistanu.

Powrót do góry

Mecz z oryginalnymi debiutami

Rozegrany niedawno w Rzymie mały uzupełniający mecz o prawo udziału w przyszłorocznych turniejach międzystrefowych, między wybijającym się ostatnio młodym arcymistrzem włoskim Mariottim i portugalskim „weteranem” mistrzem Durao, zakończył się zgodnie z oczekiwaniami gładkim zwycięstwem Mariottiego 3:0.

Ciekawsze od wyniku były jednak.... debiuty, traktowane pzez obu rywali co najmniej – jakby się delikatnie wyrazić – „nieszablonowo”. Mały przykład - 2 partia meczu, Mariotti-Durao rozpoczęła się tak:

1.f4 d5, 2.Sf3 h5, 3.e3 Sh6, 4.b3 Gg4... No, no! Takich ruchów jak 2...h5, nie powstydziliby się chyba najodważniejsi nawet eksperymentatorzy i poszukiwacze nowych dróg – z Nimzowitschem, Bronsteinem i Larsenem na czele!

Powrót do góry

Ciekawy seans

Pewnego razu w seansie gry równoczesnej wydarzyła się następująca historyjka. Zagrano 1.e4 e6, 2.d4 d5, 3.Sc3 de4, 4. S:e4 Sd7, 5.Sf3 Sgf6. 6.Seg5 Ge7 i w tym momencie symultanista ofiarował Skoczka, grając 7.S:f7 K:f7, 8.Sg5+ i poszedł dalej, walczyć na innych szachownicach. Gdy znów podszedł do szachownicy z powyższą pozycją, jego przeciwnik miał zmartwioną minę i z powąypiewaniem kiwał głową.

- Nie podoba się Panu moja pozycja? – spytał mistrz.

-    Oczywiście, że nie. Po 8....Ke8 zagra Pan 9.S:e6+, po 8....Kf8 będzie 9.:e6, a po 8....Kg8, 9.S:e6 He8. 10.S:c7 i tracę Wieżę.

-    No cóż – rzekł mistrz – jeśli białe stoją tak świetnie, to zamieńmy się kolorami. Ja zagram czarnymi, a Pan białymi.

- Bardzo chętnie – ucieszył się amator, który już widział swoje zwycięstwo.

-  A więc – kontynuował rozmowę symultanista – gram 8....Kg8.

Dalszy przebieg partii jest bardzo pouczający. Nastąpiło (zgodnie z wcześniejszą „analizą” amatora) 9.S:e6 He8, 10.S:c7?? Gb4!! mat. Jaką minę miał przeciwnik mistrza, tego opisać nie możemy. Natomiast warto powiedzieć, że identyczny przebieg miała partia w mistrzostwach Niemiec w 1950 roku, pomiędzy Lohmannem i Teschnerem, w której białe również w 10 ruchu dostały mata.

Oczywiście, gdyby zamiast grać 10.S:c7, białe zagrały 10.Gc4! to miałyby lepszą pozycję i wygraną partię. Ale błąd jest tak narzucający się, że trudno mu się oprzeć! Errare Humanum est!

Powrót do góry

Długa seria zwycięstw

Eksmistrz świata Michaił Tal  w przeciągu kilkunastu miesięcy w 1972 roku i 1973, biorąc udział  w finale 40 mistrzostw ZSRR i w kilku międzynarodowych turniejach – na przestrzeni 82 partii, nie poniósł ani jednej porażki (!, przegrywając dopiero w meczu-turnieju 3-ch ekip ZSRR – I , II i młodzieżowej – w maju 1973 r. w Moskwie z Bałaszowem. Wynik fantastyczny, przede wszystkim z uwagi na wysoką klasę partnerów, z których mniej więcej połowę stanowili arcymistrzowie, chyba  jednak nie rekordowy...

Arcymistrz Salo Flohr w latach 1934-1935 grając m.in. na Olimpiadzie Warszawskiej, oraz dwu wielkich i kilku mniejszych międzynarodowych turniejach, rozegrał nie ponosząc porażki 89 ! partii, chociaż raczej na słabszym nieco niż Tal dystansie.

Przez najdłuższy okres udawało się niegdyś „zachować cnotę” Capablance, nie zakosztował on goryczy porażki w ciągu całych 8 lat ! w okresie 1916-1924, wygrywając w tym czasie m.in. mecz o mistrzostwo świata z dr Laskerem i biorąc udział w kilku pięknych turniejach, łącznie jednak wielki Capa rozegrał w ciagu tych 8 lat turniejowych i meczowych partii – nie więcej niż 60.

Powrót do góry

Najdłuższa seria ruchów Hetmanem

W partii Cohn-Salwe rozegranej na wielkim turnieju w St.Petersburgu w 1909 roku, Cohn broniąc właściwie beznadziejnej końcówki, wykonał 44 kolejne ruchy Hetmanem, ale i tak partię przegrał.

Nie jest to jednak rekord, ponieważ w czasie meczu Mason-MacKenzie, rozegranego w Londynie, przed równo wiekiem, Mason wykonał aż 72 posunięcia Hetmanem i MacKenziemu nie udało się odnieść zwycięstwa.

Doprawdy należy podziwiać opór lub upór graczy. Ale i w tym również kryje się tajemnica piękna szachów.

Powrót do góry

Nerwy

Pisaliśmy niedawno w tym miejscu o dramatycznym przebiegu międzystrefowego turnieju w Sztokholmie, w szczególności o zaciętej i „bratobójczej” walce, jaką musieli stoczyć dawj zawodnicy radzieccy, a mianowicie Stein i Korcznoj. Rozstrzygnięcie padło w ostatniej rundzie.

Jak to się stało?

Zgodnie z regulaminem turnieju, do ostatecznej eliminacji z cyklu rozgrywek o mistrzostwo świata, tj. do tzw. turnieju kandydatów mogło zakwalifikować się co najwyżej 3-ch zawodników radzieckich. Prawo to wywalczyli sobie już na kilka rund przed końcem turnieju arcymistrzowie Petrosjan i Geller. Natomiast o losie 3-go uczestnika radzieckiego, miała zadecydować ostatnia runda.

Nic dziwnego, że do ostatniej partii obaj zainteresowani zawodnicy radzieccy przystąpili z rozdygotanymi nerwami. Arcymistrz Korcznoj miał nieco łatwiejszego przeciwnika, a mianowicie Kanadyjczyka Yanoffsky`ego, podczas gdy Stein musiał grać z arcymistrzem Olafssonem, ,przeciwnikiem bardzo groźnym. A drugiej jednak strony Stein był tym, który na przestrzeni ostatnich kilku rund zdołał dognać Korcznoja. Miał więc on za sobą przewagę psychologiczną. Również i w szachach przeważnie dognany traci wiarę w siebie i traci na dalszym dystansie wywalczoną uprzednio przewagę.

Tym razem jednak pozostał dystans... zaledwie jednej rundy. Już po kilkunastu posunięciach obaj zawodnicy radzieccy, znaleźli się w bardzo trudnych, niemalże przegranych pozycjach. Przeciwnik Steina konsekwentnie zwiększał swą przewagę. Pod silnym naporem Stein zrobił gruby błąd, i już w 32 posunięciu zmuszony został do kapitulacji. Natomiast w partii Yanoffsky-Korcznoj arcymistrzowi radzieckiemu wyraźnie pomogło szczęście. W beznadziejnie przegranej pozycji, znajdując się w dodatku w silnym niedoczasie, Korcznoj potrafił nieco skomplikować pozycję...

Yanoffsky, mając dostatecznie dużo czasu, zagrał zbyt szybko, co dało rutynowanemu Korcznojowi pewne kontrszanse. Kanadyjczyk w dalszym ciągu grał szybko i niedokładnie. Kiedy minęła kontrola czasu, Kandyjczyk doszedł do przekonania, że wytworzona pozycja nie daje mu już żadnych szans na wygraną, wobec czego sam zaproponował remis. Propozycja została rzecz jasna, natychmiast przyjęta przez uszczęśliwionego Korcznoja.

Zadecydowało więc lepsze opanowanie nerwowe, większy hart ducha... odrobina szczęścia.

Powrót do góry

Jak wygrywa się pa